Reklama

publicystyka, repotraże

pozostale wiadomosci

J. Liszowska: Jestem bałaganiarą,kolekcjonuję perfumy i lubię sushi

2010-07-31 18:59:00, autor: Anna Orzeł (adm.rk)

Uwielbia poznawać nowe miejsca i nowych ludzi. Ciągle jest w drodze. Aktorstwo to jej pasja i powołanie. Lubi wyzwania, eksperymenty, nowości. Nie tylko na scenie, ale też np. w kuchni...

Podobno pani największą wadą jest gadulstwo? Zaraz sprawdzimy...
- Gadulstwo, ale nie plotkarstwo. Tak już mam. Lubię mówić dużo i szybko. Zawsze tak było. Jak ja to nazywam: „odpalam silniki i zaczynam”. A do tego wszystkiego idę jakoś tak dookoła, żeby coś objaśnić to jeszcze jakąś anegdotkę opowiadam, a potem w ogóle zapominam, co było na początku, o co chodziło. Nie potrafię chyba konkretnie i krótko się wypowiadać. Ale rzeczywiście jestem gadułą i może moją wadą nie jest to, że dużo mówię- chociaż się tego nie wypieram, tylko jak czyjaś wypowiedź mnie od razu poniesie i porwie, to natychmiast chciałabym do tego coś dodać, uzupełnić. Niestety, jest to bardzo niegrzeczne, bo po prostu przerywam i czasami „się wcinam” komuś w zdanie. Nie powinnam tak robić, mam tego świadomość w związku z tym  staram się walczyć z tym, aczkolwiek bywa różnie, że tak powiem, ze skutkami tej walki. (śmiech)

Podobno jest też pani bałaganiarą, chociaż się pani nie przyznaje. Czy to właśnie dlatego dostała pani aż dwa pierścionki zaręczynowe? Czyżby pierwszy zginął?
- To dawne czasy i nawet już nie wiem o co chodzi z tymi  dwoma pierścionkami zaręczynowymi. Nie mam pojęcia kto to napisał, bo ja nie dostałam żadnych dwóch pierścionków zaręczynowych.

Na rocznicę zaręczyn drugi pierścionek!
- Aaaa! To już wiem! Tak naprawdę, pierścionek zaręczynowy to dostałam jeden, a drugi to już był powiedzmy taki symboliczny i prezent na rocznicę. Rzeczywiście, przepraszam, przypomniałam sobie. Może nie powinnam zapominać (śmiech).
Natomiast bałaganiara... Bałaganiarz to jest taki człowiek, który, tak mi się wydaje, lubi ten bałagan, a ze mną wcale tak nie jest. Cały tydzień przemierzam Polskę tam i z powrotem. Wpadam do domu na moment i mam tylko tyle czasu, żeby się przepakować. Wyrzucam z torby sukienki i buty, wkładam inne. Staram się niczego nie zapomnieć, myślę o tym, co mi będzie potrzebne na scenie. Nie zostaje mi nawet chwila na sprzątanie, układanie, chowanie rzeczy do szaf. No i niestety, po takim tygodniu czy dwóch tygodniach po prostu się to gromadzi. A potem z kolei, jak już osiądę w domu i nigdzie nie wyjeżdżam, wracam późno. O tej 22. czy 23., np. po spektaklu czy w ogóle po całym dniu pracy, to ostatnią rzeczą, o której myślę jest pójście do garderoby i robienie jeszcze porządku. Wtedy marzę już tylko o tym, żeby sobie usiąść, no nie wiem, z książką i trochę odpocząć. Dlatego to nie jest tak, że robię bałagan, wolę to określać „nieładem artystycznym”. Ale faktem jest, że rzeczywiście czasami bywa różnie. Dobrze, że przynajmniej mam taką garderobę, którą mogę zamknąć i nikt nie musi wiedzieć, co się tam dzieje ... (śmiech).

Jest pani znana, lubiana, doceniana. Jak to się zaczęło?
- Swoją karierę aktorską rozpoczęłam w teatrze już w trakcie studiów. Krakowską PWST ukończyłam dziewięć lat temu. Ale ten czas leci! Wydaje mi się, że to było tak niedawno. Tam zadebiutowałam w roli Anny I w „Siedmiu grzechach głównych”. Potem był debiut telewizyjny, użyczyłam swojego charakterystycznie zachrypniętego głosu (śmiech) w jednym z odcinków serialu „Kasia i Tomek ”. A tak na dłużej związałam się z serialem „ Na dobre i na złe ”. Ale to już przeszłość.

No właśnie, oprócz talentu aktorskiego posiada pani również bardzo ciekawy głos. Zauważono to i doceniono. Dostała pani trzecią nagrodę podczas Wrocławskiego Przeglądu Piosenki Aktorskiej.
- Wszystko się zgadza. To było niesamowite przeżycie. Śpiewanie to dla mnie wielka frajda, daje mi mnóstwo satysfakcji. Zostałam również laureatką Festiwalu Interpretacji Piosenek Agnieszki Osieckiej w Sopocie. Na płycie „Ona i on 2”, na której utwory śpiewają pary złożone z aktorów i piosenkarzy, wykonałam piosenkę „Alabama” razem z Maciejem Maleńczukiem.

Wiadomość, że jest pani zakochana i będzie ślub rozniosła się bardzo szybko. Mimo że to była pilnie strzeżona tajemnica...
- Powiedziałabym, że raczej błyskawicznie. Jestem teraz bardzo szczęśliwa i to jest dla mnie najważniejsze. Nauczona różnymi bolesnymi doświadczeniami, nie będę ujawniać szczegółów, ale nie zamierzam się też ukrywać. Jest dobrze.

Kiedy pani nie występuje, ma chwilę wolnego czasu, to jak wtedy pani go wykorzystuje?
- Jeśli już się tak zdarzy, że nie gram w teatrze czy w filmie albo nie śpiewam, to staram się być aktywna. Pływam, gram w tenisa, jeżdżę konno, na nartach, łyżwach albo rolkach. Kolekcjonuję także perfumy... Uwielbiam je.

Obok talentu aktorskiego, muzycznego obdarzona jest też pani nieprzeciętną urodą, o której nawet kobiety wyrażają się z uznaniem...
- (Śmiech). Nie powiedziałabym raczej tego w ten sposób. Kiedyś jak występowałam w programie „Taniec z gwiazdami”, pani Beata Tyszkiewicz wypowiadając się na mój temat stwierdziła: „ Pani Joasiu, wygląda pani jak pyszne ciastko”. I zapewne się to wzięło z tamtej wypowiedzi. Oczywiście, jak każda kobieta dbam o siebie, ale bez przesady.

Słyszałam też, że pani świetnie gotuje. To prawda?
- Lubię gotować. Jeśli mam wolną chwilę, to zawsze staram się trochę czasu spędzić w kuchni. Lubię eksperymentować, wymyślać coś nowego, oryginalnego, a przede wszystkim musi być to smaczne. Od lat moją ulubioną potrawą jest sushi. Lubię ją i przygotowywać, i jeść.

 

komentarze Czytelników (0)

Dodaj komentarz:


max: 500 znaków
ilość: 0 znaków

Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, Tygodnik Radomski, 26-600 Radom, ul. Żeromskiego 75

Wdrożenie, opieka techniczna: www.zaginionestudio.pl