Reklama

publicystyka, repotraże

pozostale wiadomosci

INNI? Marta czy Aischa?

2011-09-14 23:36:00, autor: Marek Mioduszewski

Na Martę trudno nie zwrócić uwagi, kiedy spotka się ją na ulicy. Charakterystyczna chusta okrywająca szczelnie włosy i zdecydowanie dłuższa niż noszą inne młode kobiety suknia wyraźnie wyróżnia ją z tłumu przechodniów. Ale mimo tego, że jest tak zewnętrznie inna, nie przemyka pod ścianami ulic i nie unika spojrzeń przechodniów. Kilka tygodni temu spotkałem ją przypadkowo po raz pierwszy w centrum Radomia, potem mijaliśmy się jeszcze kilka razy, więc postanowiłem poznać ją bliżej.

Jak ludzie reagują na pani widok na ulicy?
Chustę noszę od dwóch lat i właściwie nie mam z tego powodu problemów. Oczywiście ludzie często zwracają na mnie uwagę, ale nie usłyszałam nigdy żadnych niemiłych komentarzy. Głównie wzbudzam zaciekawienie. Ostatnio zostałam zapytana przez grupkę młodych, podchmielonych mężczyzn czy muszę nosić taką chustę. Panuje u nas takie przekonanie, że jak przeszłam na islam i noszę chustę, to pewnie mąż mi tak kazał. Jak słyszę takie teksty, to zawsze wyjaśniam, że zrobiłam to z własnej woli i dają mi spokój. Tym panom też takie wyjaśnienia wystarczyły.
Długo nie było mnie w kraju, pracowałam zagranicą ...
Wyjechała „zwyczajna” Marta, a wróciła...?
Wróciłam także „zwyczajna”. Wszystkie zmiany były już po powrocie do Polski.
A jak to jest przy załatwianiu spraw w urzędach?
Przyglądają mi się ze zdziwieniem, ale nie wpływa to zupełnie na załatwiane sprawy. Nawet ostatnio sporo takich urzędowych spraw załatwiałam i nie było problemów. Gorzej z rodziną...
???
To jest największy problem i dylemat polskich muzułmanek. Rodzina, a nie postronni ludzie. Obcy ludzie mijają nas na ulicy i czasem tylko przyglądają nam się z zaciekawieniem, cos tam sobie pomyślą, ale nie zawsze wyrażają swoje opinie na głos. Z rodziną jest inaczej, z nią jesteśmy na co dzień.
Urodziłam się w Radomiu 33 lata temu w zwyczajnej, katolickiej rodzinie. I jak przeszłam na islam to w całej rodzinie tylko mój młodszy brat zaakceptował ten fakt. Reszta rodziny wprawdzie nie wypowiada się na ten temat, ale wiem że są przeciwni. Najgorzej jest z moją mamą, z którą mieszkam razem i która jest najbardziej temu przeciwna. Staram się unikać rozmów z nią na ten temat, bo kilka razy próbowałam i zawsze kończyło się to nieprzyjemnymi słowami z jej strony.
Ponad 10 lat spędziłam zagranicą. Pracowałam najpierw jako opiekunka starszych osób, a później w restauracjach jako kelnerka i na kuchni. Tam poznałam chłopaka, który jest muzułmaninem. Byliśmy ze sobą 10 lat. Związek nie był co prawda związkiem formalnym, ale w islamie takie długie związki traktuje się niemal na równi z małżeństwami. Przebywałam długo w otoczeniu jego rodziny i przyjaciół i poznawałam niejako od środka islam i życie muzułmańskie. Mieszkałam razem z nimi, ale nikt na mnie nie naciskał. Na początku naszej znajomości, tak jakoś po trzech miesiącach, mój chłopak zapytał mnie czy przejdę na islam. Odpowiedziałam, że za mało jeszcze wiem na ten temat, żeby się decydować na tak poważne zmiany. I więcej nikt mnie na ten temat nie nagabywał. Uszanowano moją decyzję i już. Pomyślałam wtedy, że jak dowiem się więcej o islamie, jak przeczytam Koran, jeżeli ktoś będzie mi w stanie jasno wytłumaczyć i odpowiedzieć na różne pytania dotyczące islamu, to kto wie? Czas pokaże. I rzeczywiście to wszystko wymagało czasu. To trwało ponad 10 lat. Dopiero jak wróciłam do kraju, wyszłam za mąż, zaszłam w ciążę i wtedy okazało się, że moje małżeństwo to był wielki błąd. Wtedy ponownie wyjechałam z kraju. Za granicą wróciłam do środowiska moich znajomych sprzed powrotu do Polski. Znalazłam u nich zrozumienie i wsparcie. Przez całą ciążę bardzo o mnie dbali i otaczali mnie fantastyczną opieką. To wszystko przekonało mnie do końca, że takie życie, taka rodzina i taka wiara w Boga to jest to co jest mi najbliższe.
Wiara?
No tak, wiara. Do tej pory znałam islam z takich obiegowych opinii. Że to są łobuzy, terroryści, że maja po kilka żon i inne takie... A poznałam bliżej ludzi, którzy wiarę w Boga traktują, w porównaniu do tego co widziałam w Polsce, o wiele poważniej. Przestrzeganie zasad wiary w Polsce, to według mnie „katolicyzm objawowy”, taki bardzo powierzchowny i nie do końca. A co ciekawe i w religii katolickiej i w islamie jest tak samo 10 przykazań, ale muzułmanie przestrzegają tych zasad do końca. Będąc blisko nich poznałam islam z tej dobrej strony. Poznałam zwykłych, normalnych ludzi, którzy przestrzegając koranicznych zasad we wszystkich dziedzinach życia, żyją szczęśliwie i pomagają sobie nawzajem. Okazało się, że do tych zasad można dopasować wszystko: życie rodzinne, wychowanie dzieci, spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi, wszystkie codzienne sprawy. I można być przy tym szczęśliwym.
Wróciłam do Polski, żeby urodzić dziecko. Urodziłam córeczkę i ona jest teraz najważniejszą osobą w moim życiu. Bardzo pomaga mi mój brat, ale mam także i w Polsce grono życzliwych osób, z którymi się dobrze rozumiemy i którzy także mnie wspierają.
Kiedy pani przekonała się tak ostatecznie, że to jest ten właściwy moment?
Jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Wtedy ostatecznie przekonałam się, że muszę w swoim życiu wszystko zmienić, łącznie z wiarą. Duchowość zawsze była dla mnie ważna. Za czasów szkolnych miałam kilku znajomych księży, teraz nie mam z nimi kontaktu, bo raz że ja wyjechałam na długi czas z Polski, a dwa że i oni porozjeżdżali się po świecie. Ale dawnymi czasy lubiliśmy rozmawiać i oni lubili w tych naszych rozmowach moje różnego rodzaju nietypowe pytania. Nie zadawałam naiwnych, dziecięcych pytań, a często pytałam o sprawy, z którymi inni nawet nie próbowali się „wychylać”. Jak później pracowałam za granicą, to po całym dniu ciężkiej pracy w zgiełku i pośpiechu, lubiłam sobie pójść do pobliskiego kościółka. I nie szłam wcale na mszę, ale po to żeby wyciszyć się, posiedzieć w pustym kościele i porozmawiać z Bogiem. Ksiądz nie był mi wcale do tego potrzebny. W islamie jest zupełnie inaczej. Tam każdy modli się raczej w domu, a do meczetu idzie się na wspólną modlitwę w piątek, kiedy imam odczytuje wersety Koranu i tylko to jest ważne. Nie miesza się do modlitwy żadnych pobocznych spraw i polityki. Tam najważniejszy jest Allah i życie według zasad. Teraz żyjąc według koranicznych zasad, jestem osobą szczęśliwszą i wiem, że znalazłam swoja drogę. A nie każdemu jest to dane.
Co było najtrudniejsze?
Zmiany nie były dla mnie specjalnie trudne do zaakceptowania. Styl ubierania się nie był jakimś problemem, mimo że okrywam się teraz chustą. Gdybym miała z tym problem to na pewno nie chowała bym pod chustą włosów. Czarnych, długich do pasa, które zawsze robiły wrażenie na mężczyznach. Z malowaniem się też nie było problemów, bo jakoś specjalnie się przedtem nie malowałam, może odrobinę rzęsy. I jeszcze jedno: typowa muzułmanka nie powinna siedzieć tutaj razem z obcym mężczyzną w kawiarni bez obecności kogoś z rodziny. Więc jak widać jestem może trochę bardziej niezależna. Ale nie chodzę na imprezy, nie piję alkoholu i to są moje własne decyzje, tak postanowiłam, żeby być w zgodzie z koranicznymi zasadami. A styl ubierania się? No cóż, ubieram się tak jak lubię, bo polubiłam taki właśnie styl noszenia się. Jak zaczynałam pracę w kuchni jednego z radomskich lokali, to powiedziałam od razu mojej szefowej, ze będę nosić chustę. Nie było z tym żadnego problemu i tak jest dalej. A trzeba wiedzieć, że jestem osobą dosyć energiczną, więc i w pracy wszędzie mnie pełno, nie tylko na kuchennym zapleczu.
Czy poza panią są w Radomiu inne kobiety muzułmanki?
Tak, podobnie jak w całej Polsce, są także i w naszym mieście kobiety – muzułmanki. Często są to kobiety, które wyszły za muzułmanów. Część z nich przeszła na islam, cześć nie, ale w Radomiu tylko ja noszę chustę. Pewnie dlatego, że jestem osobą niezależną w poglądach, upartą i może odrobinę bardziej odważną niż one. Z kilkoma z nich spotykam się od czasu do czasu, a poza tym mam kontakt z innymi kobietami na muzułmańskich forach internetowych. I tam Aisha (tak się podpisuję) wymienia poglądy z innymi polskimi muzułmanami.
A co z tym chłopakiem, z którym była pani razem przez 10 lat?
U nas mówi się: jak Allah pozwoli, to będziemy razem. Nie jest to rozdział zamknięty, wręcz przeciwnie. Ogieniek tli się jeszcze w moim sercu i oboje się staramy bardzo, żeby wszystko skończyło się szczęśliwie. To nie jest łatwe, bo on jest teraz w swoim kraju, w Maroko. Za granicą nie jest lekko. Wyjechać z małym dzieckiem też nie jest łatwo. Jego przyjazd do Polski nie załatwiałby problemów, bo dla naszych rodaków trudno jest o pracę, a co dopiero dla przybyszów z dalekich krajów. Ale mam nadzieję, że kiedyś wreszcie uda nam się być razem.
Skoro wszystko pani pozmieniała w swoim życiu, to pewnie zmieniły się także pani marzenia?
Marzę o chwili kiedy będę wreszcie miała pełnię szczęścia. Czyli będę już na „swoim” razem z dzieckiem i z mężem. I mam jeszcze jedno marzenie: pielgrzymka do Mekki. Dla muzułmanina to jest tak, jakby się na nowo narodzić. To pozwala być lepszym człowiekiem, lepszą matką i żoną. Lepszym muzułmaninem. Bardzo bym tego chciała, bo wiem, że to jeszcze bardziej zmieniło by mnie na lepsze.

komentarze Czytelników (0)

Dodaj komentarz:


max: 500 znaków
ilość: 0 znaków

Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, Tygodnik Radomski, 26-600 Radom, ul. Żeromskiego 75

Wdrożenie, opieka techniczna: www.zaginionestudio.pl