Reklama

publicystyka, repotraże

pozostale wiadomosci

To nie miało prawa zdarzyć się właśnie tam!

2011-08-17 21:58:00, autor: Marek Mioduszewski

Kiedy w mediach pojawiła się wiadomość, że w centrum Oslo wybuchła bomba, pierwszą reakcją tych, którzy chociaż trochę poznali Norwegię było zaskoczenie. To kraj, zamieszkany przez ludzi ceniących sobie spokojne życie ostatnie miejsce gdzie mogła się taka rzecz wydarzyć. Początkowo o ten atak podejrzewano islamskich terrorystów, ale dlaczego mieliby obrać sobie za cel Norwegię? Kolejne wiadomości o tragedii na wyspie Utoya i informacja o tym, że sprawcą tych strasznych wydarzeń był jeden człowiek: Anders Behring Breivik, 32-letni Norweg, wprawiły świat w osłupienie. O tym jak tę tragedię przeżywają sami Norwegowie, rozmawiamy z Bogusią i Tomkiem Świątalskimi, radomskim małżeństwem mieszkającym od kilku lat w Norwegii.

Bogusia i Tomek Świątalscy

Jak długo mieszkacie już w Norwegii?

Tomek: Ja mieszkam tam już od siedmiu lat, a Bogusia, tak na stałe, dołączyła do mnie trzy lata temu.

Czy po tylu latach potraficie określić jacy są Norwegowie z bliska?

Bogusia: No nie, oni nie są takimi ludźmi, którzy dadzą się łatwo poznać. Obiegowa opinia o Norwegach jest taka, że są ludźmi zimnymi, ale ty nie prawda. Oni po prostu publicznie nie okazują emocji.

Przyjechaliście do Polski na kilka dni przed tragicznymi wydarzeniami w Oslo i na wyspie Utoya. Jak dotarły do Was te zatrważające wieści?

Tomek: Pierwsza powiedziała nam o tym spotkana w mieście znajoma, która usłyszała to w radio, ale nie znała żadnych bliższych szczegółów. Więcej dowiedzieliśmy się dopiero wieczorem, z telewizji. Zaczęły pojawiać się kolejne informacje o coraz większej liczbie ofiar. To było wręcz niewiarygodne, bo w Norwegii nie ma przemocy. To nie miało prawa zdarzyć się właśnie tam!

Bogusia: Tam nikt nie ma powodów, żeby robić takie straszne rzeczy. Ani Norwegowie, którym żyje się tam bardzo dobrze, ani mieszkający tam obcokrajowcy. Zarówno uchodźcy polityczni, jak i ci, którzy przyjeżdżają tam do pracy. Mieszkamy w górach, w miejscowości, liczącej 2 tys. mieszkańców. I w tym naszym niewielkim Alvdal żyją ludzie pochodzący aż z 20 krajów świata. Żyją spokojnie i zgodnie, bez względu na narodowość, kolor skóry, religię czy język. Norwegowie są narodem, który podporządkowuje się decyzjom administracji państwowej, więc jeżeli państwo jest przychylne emigrantom, to i oni mają do nich pozytywne nastawienie. Polityka emigracyjna norweskiego rządu jest pod tym względem bardzo mądra. Emigrantom stwarza się dobre warunki bytowe, osiedlając ich w niedużych miejscowościach, gdzie jeżeli nauczą się języka, pomaga im się znaleźć pracę, a dzieci idą do miejscowej szkoły. W ten sposób przybysze integrują się ze swoją nową, Mała Ojczyzną i wszystko jest w porządku. W innych krajach emigranci osiedlają się głównie w wielkich miastach, tworząc własne dzielnice i na ogół nic dobrego z tego nie wynika.

Tomek: O tym jacy są Norwegowie, świadczy jeszcze jedno. Tutaj jest tak, że chociaż Norwegia jest niewielkim krajem, to ludzie mówią wieloma, ludowymi dialektami. Często różnymi dialektami posługują się mieszkańcy sąsiednich wiosek ale nikt nikomu z tego powodu nie dokucza.

Bogusia: Tak to wygląda jak się patrzy na to wszystko z boku. Ale co oni tak naprawdę o tym wszystkim myślą? Tak trudno jest powiedzieć, bo jak już mówiliśmy nie są to ludzie wylewni. Są niesłychanie ostrożni w wypowiadaniu opinii.

Tomek: Może i rzeczywiście w porównaniu z wylewnymi i emocjonalnymi Polakami, Norwegowie są zimni, ale jak się ich pozna bliżej, to okazują się mili i serdeczni. A co do różnic między Polakami i Norwegami, to po tych wszystkich spędzonych tu latach zauważyłem skąd bierze się taka opinia o rzekomo zimnych Norwegach. Oni są po prostu powściągliwi. Zanim coś powiedzą to długo się zastanawiają, a my Polacy, lubimy czasem coś „palnąć”...

Po tym jak usłyszeliście o tym co stało się w Oslo i na Utoya dzwoniliście do znajomych w Norwegii?

Bogusia: Dla nich to co się stało to niewiarygodny szok. Norwegia jest krajem, gdzie człowiek jest najważniejszy, w takim szerokim rozumieniu tego słowa. Tam wszystko podporządkowuje się człowiekowi. Mam czasem wrażenie, jak porównuje pod tym względem Norwegię i Polskę, że u nas jest dokładnie na odwrót. Poza tym tam szczególnie dużą wagę przywiązuje się do opieki nad dziećmi i osobami starszymi. Dzieci w Norwegii to prawdziwy skarb, więc to wszystko co stało się na tej wyspie to dla Norwegów niewyobrażalna tragedia. Ponad 70 osób w czteromilionowej populacji to jest bardzo dużo, to wielka strata.

Porozmawiajmy teraz przez chwilę o tym jak się żyje Polakom w Norwegii? Jakie są różnice?

Bogusia: Jak się żyje? Spokojnie. Dla mnie, jako dla osoby, która przyjechała na norweską wieś z dużego, polskiego miasta ten spokój był największym, ale miłym zaskoczeniem. Zaskoczeniem był także poziom na jakim się tutaj żyje. I nie ma tu, mimo zasobności miejscowych gospodarzy, nastawienia na szpanowanie możliwościami finansowymi.

Tomek: Poczucie bezpieczeństwa w Norwegii jest tak duże, że wiele osób nie zamyka, nawet w nocy, domów na klucz. Podczas mroźnych zim często można zobaczyć zaparkowane przed sklepem samochody z kluczykami w stacyjkach i pracującymi silnikami, żeby ich właściciel, który wpadł na krótkie zakupy, nie wsiadał potem do wyziębionego samochodu. Wyobrażam sobie ile pojazdów, w takiej sytuacji w Polsce, natychmiast zostałoby skradzionych.

Bogusia: Ja dosyć szybko zorientowałam się, że Norwegowie są społeczeństwem, które lubi się zrzeszać. W naszej miejscowości, w której mieszka przecież nieduża liczba mieszkańców, jest około stu organizacji. Praktycznie więc każdy należy do przynajmniej jednej, a najczęściej kilku organizacji. Są u nas chóry, orkiestry, koło strzeleckie, zrzeszenie ludzi chorych na astmę, albo takich, którzy mają kłopoty z sercem itp. Ja należę do Koła Kobiet Wiejskich i do chóru, a Tomek do koła strzeleckiego. I wszyscy, którzy w tych stowarzyszeniach czy kołach pracują, podchodzą do tego całym sercem i na poważnie. Organizowane są często różnego rodzaju społeczne inicjatywy. Nam czyny społeczne kojarzą się na ogół bardzo źle, to głównie zasługa PRL-owskich czasów. A w Norwegii jest zwyczaj, że każde z tych stowarzyszeń organizuje sobie taki czyn, Niedawno całym chórem sprzątaliśmy miejscowy, prywatny camping, a zarobione w ten sposób pieniądze zasiliły naszą chórową kasę. Piętnaście osób solidnie na te 10.000 norweskich koron zapracowało, ciężko pracując kilka godzin. Poza tym uczestnictwo w takich kołach czy stowarzyszeniach jest płatne i składki także idą na działania stowarzyszeń. Członków organizacji wspierają rodziny, sama pomagam społecznie przy prowadzeniu barku na zawodach strzeleckich w kole Tomka. Sprzedaję kawę, herbatę i ciastka, a pieniądze leżą na wierzchu, w koszyku. Klienci doskonale wiedzą ile za co zapłacić i już sami pilnują, żeby kasa się zgadzała, bo to przecież także pieniądze na działalność koła.

Tomek: Uczciwość w Norwegi jest normalnym i naturalnym zjawiskiem. Podam pierwszy z brzegu przykład: Pracuję w firmie budowlanej i dostaliśmy kiedyś zlecenie na przeprowadzenie remontu dużego sklepu sportowego w pobliskim mieście. Nasz brygadzista dostał klucze od wejścia, mimo że cały sklepowy magazyn był zapełniony towarem, bo w części pomieszczeń trwał ciągle handel. Przechodziliśmy przez ten magazyn kilka razy dziennie i nikomu z nas nie przyszło by nawet do głowy cos stamtąd zabrać. I to jest kolejna z różnic między Polską, a Norwegią.

Norwegia jest krajem z kręgu religii protestanckiej. Jak wygląda tam sprawa obecności religii w szkołach?

Bogusia: Pracuję w Norwegii w szkole i wiem, że nie ma tam nauki religii. Jest za to nauka o religii, a właściwie o wszystkich religiach świata. Podoba mi się takie podejście do tego tematu, bo religie są przecież także elementem historii i kultury, więc trzeba je poznać.

Skoro już rozmawiamy o szkole, to jaka jest ta szkoła w Norwegii?

Bogusia: Mówiłam już, że dzieci są tam największym skarbem. Dzieci w Norwegii nie zmusza się do niczego, nie stosuje się kar, tylko tłumaczy, krótko mówiąc wychowuje się je bezstresowo. I kiedy nagle jeden z wychowanków takiego szkolnego systemu dokonuje tak strasznej zbrodni, to jest wręcz niewytłumaczalne.

Tomek: Jeżeli nam, cudzoziemcom to się nie mieści w głowie, to co dopiero Norwegom, obywatelom kraju z największym chyba na świecie wzajemnym zaufaniem człowieka do człowieka.

Refleksje radomskiego małżeństwa o Norwegii i Norwegach zapewne pozwolą czytelnikom TR spojrzeć nieco inaczej na norweską tragedię. Czy i jak kraj ten zmieni się po tych traumatycznych wydarzeniach? Trudno przewidywać patrząc na to z polskiej perspektywy. Jest takie powiedzenie: Co nas nie zabije to nas wzmocni. Byłoby wspaniale gdyby ten piękny kraj po ataku bombowym w Oslo i po strzałach na wyspie Utoya stał jeszcze silniejszy społecznie. O tym pewnie myślał norweski premier, Jens Stoltenberg, który w jednym z wystąpień stwierdził: Ciągle niezłomnie wierzę, że mój kraj zareaguje jeszcze większą otwartością, tolerancją i wiarą w człowieka.

komentarze Czytelników (0)

Dodaj komentarz:


max: 500 znaków
ilość: 0 znaków

Towarzystwo Inicjatyw Wydawniczych w Radomiu, Tygodnik Radomski, 26-600 Radom, ul. Żeromskiego 75

Wdrożenie, opieka techniczna: www.zaginionestudio.pl